lewa strona na przyczepie zdechła. pozycja obrysówki i choinka. szlag by to... myślę dobrze się zaczyna. parking zacząłem grzebać i.... padła prawa strona. qrna no bez pozycji nie pojadę. porobiłem roszady w bezpiecznikach i jest... świeci wszystko hyhy. no to nawet nie cegła tylko bloczek ytonga na pedał gazu i naprzód. koło konina zabrałem kolesia do ringu berlińskiego bo zostawił autko na weekend i chciał się dostać. do mostków dolecieliśmy bez problemów. pojedliśmy popauzowaliśmy toll collecta kupiliśmy i heja. zaraz za miedzą na radiu się drą "na 12-tce masakra bo białorusin na robotach drogowych przywalił w kolesia i 20 km stau ". o ja cie :P 3-4 godziny stania. ale mój towarzysz był obcykany w temacie i mówi objedziemy to. no i tak zrobiliśmy. jak jechaliśmy przez furstenwalde to ogniomistrze i policaje dopiero się zbierali. 6 godzin jak nic by było. na ringu wysadziłem gościa i dalej pognałem tylko z renatą. do lubeki wpadłem o 7 rano :) godzinka zapasu hyhy. ale ale nie tak prosto. wiedziałem że ta szukana ulica miała być w dzielnicy schlutup. no ale germance postawili zakaz ruchu więc próbowałem zaatakować z drugiej strony. to samo. zakaz i coś podpisane. jak szukałem jakiegoś dojazdu koleś na radiu mówi cobym zawracał i naprzód. no i tak zrobiłem hyhy. najpierw wpaswałem się na terminal kontenerowy. tam mi wytłumaczyli no i po krótkim błądzeniu dotarłem. 10 h 23 min. trzeba było wydruk opisać hyhy ale byłem za 10 ósma. ekipa w firmie docelowej była przednia. Samir kurd z Iraku, Mahmud z Libanui jeszcze kilku przedstawicieli z krajów arabskich. zresztą szefem był pół niemiec pół włoch hyhy ale powiem Wam że chciałbym coby w polsce mnie tak gościnnie przyjmowali w firmach co tam. kawka bułeczki full wypas. pomogli przy rozbieraniu renaty, naprawili pękniętą deskę i nawet jak mi rękawiczki szlag trafił, dali mi nowe.
ale co najistotniejsze Samir gadał po angielsku :) bo ja po niemiecku to znam ino volkswagen das scheisse auto i nichtfersztejniać umiem hyhy. jak się okazało ma dziouchę ze szczecina i nawet parę słów po polsku z nieśmiertelnym "zajebiście" zna. zresztą poliglota bo i po angielsku, po niemiecku, po francusku no i po jakiemuś arabskiemu. po rozładunku zacumowałem przy tym kanale na prawie 18 godzinek coby się wyspać po prawie dwóch dniach na nogach.
ale co najistotniejsze Samir gadał po angielsku :) bo ja po niemiecku to znam ino volkswagen das scheisse auto i nichtfersztejniać umiem hyhy. jak się okazało ma dziouchę ze szczecina i nawet parę słów po polsku z nieśmiertelnym "zajebiście" zna. zresztą poliglota bo i po angielsku, po niemiecku, po francusku no i po jakiemuś arabskiemu. po rozładunku zacumowałem przy tym kanale na prawie 18 godzinek coby się wyspać po prawie dwóch dniach na nogach.a po kanale śmigały takie "małe" łódeczki hyhy
rano się zwlokłem o 4 bo miałem dane do załadunku powrotnego. musiałem przebić się przez lubekę więc wolałem to zrobić przed porannym szczytem hyhy. ruch u deutchlandów jest masakryczny koło 8 rano.

rano się zwlokłem o 4 bo miałem dane do załadunku powrotnego. musiałem przebić się przez lubekę więc wolałem to zrobić przed porannym szczytem hyhy. ruch u deutchlandów jest masakryczny koło 8 rano.
z reguły śmigałem do tej pory autobahnami ale tym razem sporo kilometrów jeździłem landówkami. no nie jest to nasza A2 hyhy ale jedzie się całkiem wygodnie. tylko wolno :P 60-70 ale okazji do zrobieia zdjęć widziałem chyba z sześć :P a ilu nie widziałem ??? tego nie wie nikt.

wiatraki mnie zawsze się będą kojarzyć z niemcami, a nie z holandią, bo tyle co tu upchali to chyba nigdzie indziej.
no i mają prąd za darmochę. mają. a u nas będzie za 100 lat. albo i nie... wracając niedaleko hamburga (czyli tam gdzie hamy i burki mieszkają :P ) jadę sobie A 24 jadę a tu znak ograniczenie do 80 za 200 metrów do 60
i za moment powtórzony do 60 z podpisem LKW kontrolle. o w mordę patrzę z przodu pusto w lusterko... pusto a pan z BAG się kiwa na parkingu. gdyby nie było barierek oddzielających pasy ruchu to spróbowałbym zawinąć na ręcznym. no ale były :( no nic twarz a'la buster kitton. (dla niewtajemniczonych był to amerykański aktor o kamiennej twarzy) i jadymy. ostatnie 100 metrów przed parkplatzem miało chyba ze dwa kilometry :P pan z BAG popatrzył mi w oczy ja jemu i..... pojechałem dalej :) udało się. głupi ma chyba naprawdę szczęście. sprawdziłem majtki czy nie popuściłem i w pedał. nasze ITD to niegroźne misie w porównaniu z wilkami z BAG. no przynajmniej wiem z opowiadań budzących ścięcie krwi . no i mandaty płaci się w €.

na ringu złapałem RMFkę więc coś gadało po polskiemu i za niedługo pojawił się znak. hyhy republik polen 1 km.

no i mają prąd za darmochę. mają. a u nas będzie za 100 lat. albo i nie... wracając niedaleko hamburga (czyli tam gdzie hamy i burki mieszkają :P ) jadę sobie A 24 jadę a tu znak ograniczenie do 80 za 200 metrów do 60i za moment powtórzony do 60 z podpisem LKW kontrolle. o w mordę patrzę z przodu pusto w lusterko... pusto a pan z BAG się kiwa na parkingu. gdyby nie było barierek oddzielających pasy ruchu to spróbowałbym zawinąć na ręcznym. no ale były :( no nic twarz a'la buster kitton. (dla niewtajemniczonych był to amerykański aktor o kamiennej twarzy) i jadymy. ostatnie 100 metrów przed parkplatzem miało chyba ze dwa kilometry :P pan z BAG popatrzył mi w oczy ja jemu i..... pojechałem dalej :) udało się. głupi ma chyba naprawdę szczęście. sprawdziłem majtki czy nie popuściłem i w pedał. nasze ITD to niegroźne misie w porównaniu z wilkami z BAG. no przynajmniej wiem z opowiadań budzących ścięcie krwi . no i mandaty płaci się w €.

na ringu złapałem RMFkę więc coś gadało po polskiemu i za niedługo pojawił się znak. hyhy republik polen 1 km.

jeszcze tylko stare przejscie graniczne świecko i ufff wyjechałem diabłu z tyłka :P
minąłem sławne "mostki" i port 2000 wpadłem na A2 i czas mi sie skończył. ale to polska
i dostęp do netu jest i BAG nie ma :) i tylko 3 godziny do domu. a właściwie to jestem w domu. bo w końcu polska jest domem hyhy. :)

minąłem sławne "mostki" i port 2000 wpadłem na A2 i czas mi sie skończył. ale to polska
i dostęp do netu jest i BAG nie ma :) i tylko 3 godziny do domu. a właściwie to jestem w domu. bo w końcu polska jest domem hyhy. :)

4 komentarze:
super traska, o tych BAGach to faktycznie już horrory krążą :) mam nadzieje że niedługo też dostaniesz jakąś fajną międzynarodówkę, no chyba że wolisz po kraju nad wisłą śmigać ;) szerokości i przyczepności!
Borsukowaty, wybaczam Ci opieprzanie się w pisaniu. Postarałeś się, opisałeś ładnie i ciekawie. Miałeś powód by nie pisać, rozumiemy. Płódź nadal swoje brednie.... ku uciesze naszej i na chwałę swoją. Skończyłem.
Ale ci się borsuk udało z tą trasą. Szkoda by było na pierwszy raz za miedzą załapać się na bliskie spotkanie z bag. ale na własnym przykładzie powiem, że nie taki straszny diabeł jak go malują.
i jak smaczek,ze to niby po pansku sie smiga...ale swoja droga wielu jak wjezdza na gebelsy to padaczki dostaje....raz nawet sikalem krwia.... z tego wknurdwienia...taki land.
Prześlij komentarz