i start :) no ten mi wyszedł dobrze bo o 2 w nocy wjechałem na załadunek i zero czterysta już wyjeżdżałem. świt jak widać zastał mnie na wiśle w wyszogrodzie i niestety potem już była klapa. znaczy zrzuciłem się w nidzicy i jak stanąłem koło 10 rano tak stoję i pewnikiem do jutra nic się wydarzy. no cóż bywatym bardziej zrozumiałe, że firmy (te duże) mają inwentury. swoją drogą bzdet żeby co trzy miechy się inwentaryzować, ale cóż. takie przepisy.

a tu jak widać jeden z kolegów zbyt optymistycznie wszedł w zakręt i posłodził trochę pola. dobrze ze odblokowane juz było bo nie bardzo jest jak objechać. a ja się dalej ochrzaniam i zobaczymy co jutro. tymczasem noce są już zimne i chyba trzeba będzie odpalić ogrzewanko :P
1 komentarz:
sugar,sugar..baby love,...czy jakoś tak...a może teraz to wymyśliłem..?
Prześlij komentarz