wtorek, 12 sierpnia 2008

squaw

squaw czyta się prawie jak szkło hyhy, a ja właśnie szkło w sandomierzu brałem. ta góra białego proszku to właśnie piasek kwarcowy do jego wyrobu. jest tak drobniutki, że idealnie nadaje się do zbiornika paliwa nielubianego sąsiada.filtry nie wyłapią go w 100% a jest bardzo twardy i momentalnie powoduje zatarcie silnika. wczoraj załadowaliśmy z renatą części do szybowców hyhy czyli trochę szybek :P odpauzowaliśmy ustawowe 11 ałersów i bladym świtem w drogę.
co zresztą widać na tej fotce.
no na tej lepiej to widać :P
śmigalim sobie świętokrzyskimi drogami ile fabryka dała ( czyli 90km/h) bo o tej porze nadzwyczaj puste one są. :) nie to samo co DK 1 w kierunku morza hyhy




słoneczko świeciło , muzyczka grała a kilometry uciekały :P
i tym sposobem dojechaiśmy do miasta sexu i biznesu jakim jest ozorków hyhy. naród tu specyficzny mieszka, co objawia się między innymi tym że w firmie mej jest kategoryczny zakaz zatrudniania ludzi z ozorkowa. mógłbym oddzielnego bloga stworzyć na temat ludzi z ozo ale po co ??? w końcu ma to być pamiętnik truckera, a nie wspominki
przypadków i wypadków :P

po zrzuceniu w tym cudnym miejscu pojechałe zarzucić małe co nieco pauzunia w domciu a w środku ocy ruszamy na podkarpacie czyli tam gdzie nas dawno nie było hyhy.


poniedziałek, 11 sierpnia 2008

lekkie przegięcie :P

no w ten weekend lekuchno przesadziłem :P i nie chodzi bynajmniej o prace ogródkowe hyhy. w sobotę rano śmignąłem z łodzi w której mieszkam czasem :P do gdańska prywatnie tym razem i osobówką zresztą :P załapałem się na końcówkę wystawy rzeźb z piasku i choć lwom gdańskim ogonki skruszały, a innym rzeźbom poodpadało to i owo było na co popatrzeć :)

a i nie tylko hyhy
bo i pobudzić inne zmysły też :P tu np. zmysł dotyku jak widać :P frau helga nawet nie protestowała

miałem okazję przypomnieć sobie stare czasy kiedy to całkiem podobnym pojazdem w wojsku śmigałem .

notabene w wojsku byłem w gdańsku i jak widziałem moją starą jednostkę prawie zaorali i teraz jedynie przy takich czołgach mogę sobie powspominać :P




w kurorcie sopot spotkałem starego znajomego czyli Pana Witka - Gościa z Atlantydy. spaliła mu się ostatnio przyczepa ze sprzętem, ale Pan Witek się nie poddaje i mimo wszystko tryska humorem jak zawsze. grunt to do przodu. to jest gość , który ma szanse wpisać się w historię sopotu tak jak niegdyś parasolnik, bo jest oryginalny, a niestety na ulice wychodzą coraz częściej ludzie którzy są kiepskimi imitacjami takiego Pana Witka, albo nie mający nic ciekawego do zaprezentowania. parę kroków dalej stał koleś w dresie i czapce św.mikołaja rzucający się jak wesz na grzebieniu i drący mordę jak dziecko specjalnej troski w stanie skrajnego uniesienia.


na monciaku mogłem zrobić sobie przymiarkę do ferrari :P ale jak widać no lancer toto nie jest. hyhy zresztą jak zientarski jechał 70 km/h (tak dzisiaj czytałem ) i takie skutki były po wtargnięciu mu na drogę wiaduktu to wolę bezpieczniejsze auta hyhy. no ale miało być o przeginaniu hyhy no tak jak pisałem w sobotę pojechałem z łodzi do gdańska. w niedzielę musiałem wrócić i byłaby to masakra bo to co się dzieje na drodze krajowej numer jeden przechodzi ludzkie pojęcie. będąc na obwodnicy trójmiasta stwierdziłem, że nie ma się co pchać "jedynką" i zjechałem sobie na starogard gdański gdzie w miarę spokojnie przejechałem pierwsze 100 km wpadając na DK1 w warlubiu. po przejechaniu 10 km i rzuceniu paru "pań" w kierunku poprzedzających mnie aut odbiłem na grudziądz i przez golub-dobrzyń, lipno dotarłem do włocławka. no szlag mnie trafił, jak dobiłem do pierwszej trasy w kraju i za kowalem zjechałem na kutno omijając krośniewice, łęczycę i zgierz dotarłem koło północy do domu. zrobiłem 50 km więcej, ale jechałem 6, a nie 10 czy12 godzin. (jak w zeszłym roku :P ). w domciu szybkie dwugodzinne spanie hehe i czas do pracki. w piątek załadowałem auto towarkiem do bondyrza koło zamościa ,więc jakieś 400 km do zrobienia.


nawet nie miałem problemu z dobudzeniem się i około godziny 3.00 mknąłem w kierunku lublina.


no ale najpierw puławy z największym trucicielem okolicy - zakłądami azotowymi. do dziś wspominam 24 godziny oczekiwania na załadunek u nich na placu w błocie po kolana i bieganie prawie 1 km na portiernię coby sprawdzić, który jestem w kolejce. brrrrr





ale tym razem puławy miło mnie zaskoczyły :) słyszałem o nowej przeprawie przez wisłę ale dopiero dzis miałem okazję pojechać sobie nowym mostem bez składania lusterek hyhy. co prawda na starym też nie składałem, no ale....




tutaj mostek z daleka......



i z bliska :P teraz jazda przez puławy to miodzio hyhy. dobra inwestycja razem z obwodnicą sprawia że te wstręne tiry nie wpadają do miasta i nie straszą ludzi hyhy.








do lublina dojechałem lekko zwichnięty
przechodząc kryzys związany z niedospaniem :) ale twardym trzeba być, a nie miętkim, więc pomachałem ludziom na zamku i pomknąłem dalej





za lublinem zaczyna się zagłębie rozpusty hyhy, czyli uprawy tytoniu i chmielu i tak się ciągną do samej zamojszczyzny.
na ostatniej fotce panorama zamościa, ale to nie koniec dzisiejszej eskapady. :P po zwaleniu ładunku musiałem dowlec się do sandomierza ,
co też uczyniłem.
tak więc podsumowując. łódź-gdańsk 380 km + gdańsk-łódź 420 km + łódź-bondyrz 410 km + bondyrz-sandomierz 150 km =1360km z tego ostatnie 990 km praktycznie za jednym pociągnięciem :P znaczy się jak ruszyłem wczoraj o 17.30 tak nie licząc dwugdzinnej drzemki w domu, tak stanąłem dzisiaj o 16.20 ale przynajmniej mam o czym popisać hyhy.









piątek, 8 sierpnia 2008

jeszcze raz kuchnia.

ktosik mnie atakował dwa dni temu "co z ta kuchnią??" siedzę jeszcze w domciu, więc oto przedstawiam finał prac remontowo-budowlanych. tym razem w oświetleniu lekko nocnym i tym razem w pełnej krasie hyhy znaczy sie udało mi się zakończyć wszelkie wykończenia listewki, półeczki, pierdółeczki itp. jeśli braknie Wam słów hyhy zrozumiem.dodam tylko . wszystkie prace z wyjątkiem mebli i ich montażu wykonałem osobiście. no z pomocą brata przy wynoszeniu gruzowiska.









czwartek, 7 sierpnia 2008

eh te powroty :P

kur zapiał o 2.00 (taki obciachowy dzwonek mam ustawiony w telefonie na budzenie :P ) trochę mnie rzucało po kabinie w trakcie przechodzenia z wyra na fotel samobójcy, czyli ten po prawej stronie. minęło chyba ze 20 minut zanim byłem zdolny wstawić czajnik na pierwszą tego dzionka kawę.
o jakiejś 3.15 jestem na tyle przytomny, że zdecydowałem sie na jazdę w kierunku celu, czyli target point, czyli miasta świętej wieży, czyli częstochowy hyhy. no za daleko nie ujechałem. jakiś kolo myśląc ( a właściwie sądząc, bo z myśleniem to za wiele wspólnego nie miało) że jedzie batmobilem trochę się pomylił i wpasował się pod ciężarówkę, oczywiście ginąc pod nią i blokując drogę na dość długo. niestety samego miejsca wypadku nie udało mi się pstryknąć, bo wyszło strasznie niewyraźnie. znów napiszą w prasie i powiedzą w mediach o tirach-mordercach.
no udało mi się przebrnąć i powoli acz systematycznie ilosć kilometrów wskazywana przez navi robiła się coraz mniejsza.
niedaleko częstochowy jest wiocha o nazwie olsztyn. i w tym olsztynie stoi sobie zamek chyba z XIII wieku.
i na tym zamku (widocznym na fotce) byłem kiedyś na pokazach laserów i fajerwerków. mam gdzieś film na VHS. zajefajny pokaz. walili chyba z godzinę non-stop. teraz podobno takie pokazy robią na początku września na zamku w ogrodzieńcu. warto się wybrać :) poszukajcie w necie.


no i tym sposobem, dotarłem do częstochowy, gdzie zrzucili mi maxa klasy 10, spod rzeszowa, a wrzucili takiego samego tylko klasy 15 z przeznaczeniem do łodzi hyhy(nie mam pojęcia co to za różnica) no i zawiozłem go do łodzi, zrzuciłem i siedzę sobie w domciu rysując do jutra pauzunię :)
a tutaj dwie foty wykonane przez Alexa którego Wam przedstawiłem jakiś czas temu. obydwie oczywiscie Jego autorstwa i oczywiście obydwie wykonane poza granicami naszego pięknego kraju :)









fajne miejsca no nie ?? :)

środa, 6 sierpnia 2008

uć :P

odnośnie zagadki była jedna dobra odpowiedź hyhy oczywiscie cukier. była też bliska jakoby bimberek pędzili :P a tu prezentuję klasyczne silosy zbożowe. trochę są inne od cukrowych :)


no to tę kwestię mamy wyjaśnioną. wczoraj szwendałem się po mieście w którym mieszkam czyli w łodzi.

na fotce jedno z bardziej charakterystycznych miejsc dla gości czyli kościół św tereski. zostawiając go z prawa kierujemy się na katowice, a jak zostanie z lewa lepiej zawracać :P wtedy ładuje się klient w samo ścisłe centrum.
z tym słodkim ładunkiem zajechałem do jednego z hipermarketów, gdzie jak zwykle panowała totalna anarchia i kto tylko mógł próbował się wcisnąć bez kolejki. po odstaniu ustawowych 6 godzin udało mi się pozbyć ładunku i zgłosiłem się do majstra po dalsze dyspozycje.





wracając do domciu mijałem stadion widzewa i tak sobie pomyślałem że parę osób będzie chciało zobaczyć i popełniłem fotkę :P





no i zobaczcie jakie ładne tramwaje u nas śmigają. szkoda, że są bardzo awaryjne hyhy i niepunktualne :P

pojechałem do domciu i koło 14 dostałem info - ładujemy rzeszów. pytam o której??? słyszę jak ci pasuje :P no dobra dzwonię do firmy gdzie mam się ładować pytam na którą mam być??? słyszę jak ci pasuje. no pakuję sie do renaty i jadę myśląc im szybciej tym lepiej i ze łba. zajechałem była 15.20 okazuje się że nie ma całego towaru, a samochodów tyle że trzeba czekać do 20. qr.....a sobie pomyslałem i ustaliłem załadunek w nocy no i pojechałem z powrotem do domu :P




no a dzisiaj jadę sobie, patrzę, a remontowany od chyba dwóch lat most w tarnobrzegu otwarty. :P no nie wierzyłem własnym oczom, ale sami zobaczcie. no i tak się doturlałem do rzeszowa gdzie oczywiscie był kolejny problem. miałem dwa miejsca rozładunku i pytałem handlowców czy kolejność ma znaczenie. powiedzieli jakoby nie było to istotne. a dzisiaj zebrałem opeer.

dla mnie raczej logiczne jest rozładowywanie po trasie, a nie najpierw miejsce dalsze, a potem powrót do tego co było bliżej :P ale to oddzielny temat :P




poniedziałek, 4 sierpnia 2008

spleen made of leszno

właśnie dostałem w komentarzu ochrzan za długą przerwę w blagowaniu :P sorry w blogowaniu. pewnie słusznie.raz to generalnie w weekendy staram sie odpocząć od kompa, a dwa wczoraj długo nie mogłem dojść do się, po 8 miejscu Roberta K. :) no ale dojszłem i oto jestem :) dzisiaj wycieczka do leszna. dość dawno tam nie byłem bo prezes wie o moim uczuleniu na tą miejscowość . teraz prezes zalega w tunezji a nam pracę zleca pierwszy czyli tata prezesa,czyli prezes najgłówniejszy. a on o tym nie wie :P no ale o tym później.
coby dostać się do leszna najsampierw trzeba przekulać się przez wiochę jaraczewem zwaną. jast tu sympatyczny zawijas, którego aby pokonać, trzeba pojechać po bandzie. w tą stronę po lewej :P był u nas w firmie magik, który robił pierwszy swój kurs właśnie do leszna i jak się okazało był to kurs w naszej firmie ostatni :P koleś naczepą skasował narożnik budynku widoczny po prawej stronie hyhy podobno nie był pierwszy....... w tamtym miesiącu :P

po drodze były jeszcze dwa takie zawijasy, w borku wielkopolskim , ale szczęściem pobudowali obwodnicę :) a zaraz za borkiem jest gostyń z jedną z najsławniejszych mleczarni w polsce :) to ta reklama z tą krową w sukience :)jest tu też, huta szkła, ale trochę mniej znana, choć w słoikach jej wyrobu mnóstwo warzyw jest konserwowanych.


no i mamy leszno. miasto jak inne no może trochę czystsze, a i dziouchy urodziwsze. leszczynianie jednak mają specyficzne podejście do tematu pracy. jesli nie wszyscy i kogoś krzywdzę to sorry, ale wyjątek potwierdza regułę. trudno mi wyrazić specyfikę tej kwestii bo trzeba tego samemu doswiadczyć, niemniej tak olewającego robotę narodu chyba nigdzie nie spotkałem.no bo jak inaczej nazwać temat przykładoego rozładunku, który w normalnych warunkach trwa około 30-45 minut a bywa i szybciej, a nieraz się zdarzało , że w czasie 12 godzin rozładowali trzy auta. najlepszy był numer w zeszłym chyba roku. zataczam się na placyk w firmie. ustawiłem się.( był poniedziałek około 10-11 rano.) zaraz za mną wpadają dwa autka z puszkami (kontenerami) na plecach. chłopaki ustawili się obok i czekamy. ja kraj oni import. no ja po chyba 12 godzinach zrzuciłem i pojechałem w swoją stronę. traf chciał :P w czwartek mam znowu leszno hyhy wpadam na firmę, a puszki stoją w tym samym miejscu co w poniedziałek hyhy. no ja bym chyba wyszedł z siebie.
na szczęście dzisiaj byłem w firmie dwa numery dalej hyhy i szybciej poszło choć nie tak szybko jak powinno :P

no ale zwalili i pojechałem ładować powrocik :) do środy wielkopolskiej. i tu zagadka. ładowałem w tym zakładzie ,który jest widoczny na fotce. pytanie - co załadowałem :) hyhy



piątek, 1 sierpnia 2008

adrrrrrr

wczoraj mnie rozluźnili hyhy. zapakowali całe auto i jak poszedłem po papiery chłopak pyta czy mam ADRy bo ładunek przekracza wartość LQ, czyli taką, którą można wieźć jak kartofle i trzeba by jechać na tablicach. no akurat ja papiery mam i renia też jest przygotowana, do ładunków niebezpiecznych. miałem z ADRami różne przypadki. a to nie sprawdzili mnie z dowodu czy ja to faktycznie ja :P ( a jest taki obowiązek ) , a to dali ładunek ADR a nawet nie wiedzieli, że muszą dać instrukcje i wogóle co to jest ten ADR :P ale coby załadować i dopiero pytać hyhy, ale co kraj to obyczaj podobno.
noc zastała mnie w strykowie, a świt w....

stolycy znaczy się w warsiawce.
wschód słońca zwiastował kolejny ciężki dzionek z powodu upału :)
no w miarę szybko się ze mną uporali i mogłem smigać po ładunek w stronę domu. w tym tygodniu to szefostwo mnie przegoniło :P jak wyjechałem w poniedziałek to dziś piątek, a ja non stop w trasie. chyba nawet zacząłem roztaczać tzw. aurę :P
przez warszawę jak zwykle jedzie się nie za szybko :P raz że kierowcy jakoś się ślimaczą z ruszaniem, dwa to gronkowiec-walec zapewniła dodatkowe atrakcje w postaci rozkopów, tu akurat na trasie toruńskiej. metro budują czy coś.

a korki mimo wczesnej pory ( 8.15) jak zwykle sporawe. nie daj bóg stłuczka i jest kaplica.


no ale udało mi się w 1,5 godziny przecisnąć potem w miarę szybko załadować,
a wracałem do domciu całkiem pustą drogą michrów-pniewy hyhy prawie autostrada no nie. i tak o jakiej 15 byłem już w domciu, a jutro rano rozładunek i weekendzik :)





i jescze na koniec słówko do kolegi Darka z Torunia :) jak się jeździ, to nadal ciężarówki są fajne :) po prostu trzeba to lubić bo inaczej to tylko się umęczysz i znienawidzisz. a jak idziesz do pracy z niechęcią to praca staje się podwójnie ciężka. a co do ładunków to jest taka stara zasada "o ładunkach się nie gada". dlatego na CB jesli nie wieziesz piachu albo gruzu, pytanie "co wieziesz" jest nie na miejscu. ja cały czas mam 24 tony gwoździ luzem. nie no, a tak serio. wieziesz np. sprzęt elektroniczny, za dajmy na to 1,5 mln €. strach sie z tym zatrzymać coby się wysikać, a co dopiero pisać o tym w necie. dlatego sorki, ale o ładunkach będzie baaardzo mało u mnie.

czwartek, 31 lipca 2008

ufffff gorrrąco :P

wczoraj pisałem, że stoję w nidzicy :) no trochę sobie postałem. prawie 11 godzin spędziłem pod widoczną na zdjęciu rampą. podobno tylko mieli naklejki ponalepiać. a calutki dzień praktycznie się nic nie działo. za to przed 22.00 raban szybko, szybko po papiery itp. wiadomo do domu chcieli iść. wtedy mnie się jakoś przestało śpieszyć hyhy. no ale udało mi się przewlec jedynie do 22.20 i heja w drogę. do mosiny czyli miejsca docelowego wg navi było 323 km (w rzeczywistości wyszło 331) normalnym tempem w 4,5 robi się około 290-300 km, ale podjąłem wyzwanie hyhy. trasa biegła głównie drogami wojewódzkimi i dopiero od torunia leciałem krajówką czyli teoretycznie lepszą :P (momentami fucktycznie teoretycznie :P ) ale generalnie było puściutko na plecach nie za wiele, więc 9 złotych rzadko schodziło. no i wpadłem do tej mosiny dosłownie na styk. w momencie podjechania pod bramę została mi jedna minuta do 4,5 godz. :P no ale zanim się ustawiłem wynik brzmiał 4 godz. 34 minuty :P była prawie trzecia w nocy :P bach na wyro i lulu. o 7.00 pobudka podstawiamy się pod rozładunek . u antka zwanego rurą :P rozładunki zawsze były w miarę szybkie więc i dzisiaj poszło gładko.


mogę powiedzieć że koło 9 miałem już looz. trzeba jednak jakąś pauzę wykręcić. co jednak mnie zszokowało to jak zawsze u antka ruch był taki, że czasem ciężko było się obrócić, to dzisiaj lipa z nędzą. przez cały dzień może z sześć aut było. no ze mną to z siedem :P

dzisiaj matka natura dała mi okazję do poobcowania bliżej ze swoimi córami osami zwanymi.no wiadomo gorąco więc okna pootwierane. (nie dorobiłem się jeszcze klimy postojowej :P ) śniadanko sobie naszykowałem. szyneczka, serek ogórek i pomidorek a tu wpadają trzy bzykadła i heja mi do kanapek. ale skubane jak wyczuły szynkę bez fosforanów hyhy.
powycinały sobie po kawałku i jak bombowce ruszyły w stronę okna. ledwo wystartowały. jedną to tak rzucało jakby po trawie była :P chyba przegięła, albo po ciężkiej nocy była :P no bądź co bądź musiałem uważać, bo dwa lata temu nieopatrznie przydusiłem ich kuzynkę i jak mnie dziabła to wylądowałem na pogotowiu. w sumie to nigdy nie byłem uczulony a te dwa lata temu jakoś tak mi łapa napuchła. może to osa teściowa była :P jakaś superjadowita :P


po śniadanku bach na wyro ale jak tu spać przy takiej temperaturze :P musiałem wiatrak uruchomić coby w trakcie spania mego dmuchał, no i tym sposobem przetrwałem jakoś na tej patelni a teraz to loozik :) tylko 29 jest, już w gądkach sobie stoję i w dodatku w cieniu więc całkiem luzacko :)

środa, 30 lipca 2008

bartoszyce c.d.

siedzę sobie teraz u podnóża zamku z XIV w. w nidzicy i w końcu znalazłem przesył na tyle wartki coby puścić parę fotek. na w/w zamku bawiłem w 2003 roku kiedy to z kumplem robiliśmy rajd szlakiem zamków naszych zachodnich sasiadów. ale wróćmy do wczoraj :) więc wczoraj bladym świtem pusciliśmy się z renią na podbój mazur do bartoszyc via słupy k.olsztyna.
zawiało nas między innymi do ameryki hyhy
i nie wiem o co ten cały szum wokół wiz i zielonych kart skoro nas nawet nikt o paszport nie pytał :P ba nawet urzędu imigracyjnego nie widzieliśmy. no ale po prostu mielismy farta widać :P

w słupach jak to w słupach. zakład pamięta swietność epoki gierka, a może i nawet samego gomułki :P niemniej małe co nieco jeszcze tu produkują, więc i dostawy trzeba robić i nie ma co liczyć na postawienie nowszej rampy tylko trzeba kombinować z podjazdami pod takową jak na fotce bacząc coby nie urwać niczego przy aucie :P


po rozładunku heja dalej :) i niespodzianka :) w końcu za olsztynem zrobili i oddali fragment dk 51 i teraz to jest bajka :) no może trochę za wiele wysepek postawili :P ciężko się wyprzedza maruderów :) ale sami zobaczcie jak ładnie

w bartoszycach już na mnie czekali :P więc rozładunek poszedł szybko i już miałem lecieć po ładunek powrotny, ale niestety został odwołany. w styropiarni w olsztynie mnie nie chcieli bo mimo gabarytu renia zabiera tylko 300 paczek a oni chcieli 330 załadować. (qrna niech na dach pakują i pasami wiążą :P ) a potem jeszcze jeden ładunek uciekł i tak oto zostałem na noc w bartoszycach :) na browarka trochę za chłodno było wię wziąłem się za wrzucanie fotek na bloga :) niestety mimo dwugodzinnych starań nie udało mi się nawet jednej zasadzić. :( a dzisiaj rano majster zadzwonili i wysłali mnie do nidzicy gdzie kwitnę od 11.00 i czekam jak ponaklejają etykiety. tak mi powiedziała taka jedna pani w spedycji. taka całkiem podobna do ....nikogo :P

i w tym miejscu chciałem zamieścić gratulacje dla qmpla mego Fryty i Agi jego z okazji wczorajszych urodzin małego Fryty - Kubusia :) oby Wam się ... :) i cieszę się razem z Wami

wtorek, 29 lipca 2008

bartoszyce

niestety mimo usilnych prób na tym zadupiu nie udało mi się dodać ani jednej fotki :( poprawię się jutro , jak złapię lepszy przesył danych :)

poniedziałek, 28 lipca 2008

łikent :P

no skończył się dłuuugi weekend pracowity zresztą dla mnie jak pamiętacie :P zresztą na borsukolokalizatorze widać kiedy stanąłem hyhy w piątek o 12.15 chyba i do tej pory mam pauzunię weekendową ( ale jak to mówią zaraz szef zadzwoni i skończy się babci sranko). no i w końcu pora przedstawić owoc pracy mej czyli kuchnię in villas borsukas. dla przypomnienia pierwsze zdjęcie prezentowane kiedyś :)
niezła była rozpierducha hyhy
i ten sam kącik robiony dzisiaj rano. zostały takie tam jeszcze listwy przypodłogowe itp ale generalnie widać koniec hyhy

no właśnie ominąłem okno bo tam jeszcze małe co nieco trzeba poprawić :) ale wiem jedno : przynajmniej dwa lata zeeero remontów. no chyba jak sufit mi na łeb zleci :P

a tutaj niespodziewanka :)
napisał do mnie kolega po fachu śmigający w nowej zelandii. jak patrzyłem na mapkę w statach to widziałem wejścia z australii - nowej zelandii ale myslałem sobie że to jakiś przypadek :) a jak się okazuje za oceanem też czytają borsukowego bloga hyhy


i przysłał mi kolega Tomek parę fotek które dla mnie wyglądają bardzo wakacyjnie a dla niego to codzienność

oczywiście śpieszę się z Wami podzielić widokami , bo nie jestem "pazur" i nie będę się sam napawał :P tym bardziej, że
są bardzo ładne :)

no i przy okazji dwa słowa do Alexa :) dzienks za komentarze hurtem pisane hyhy. czytałem wszystkie i gdzieś sie podziewał jak Cię nie było :)