poniedziałek, 9 czerwca 2008

super niedziela :D

super :) po prostu super. Robert jako pierwszy ukończył wyścig. wiem stało się to dzięki hamiltonowi ale hyhy jak wiadomo ślepy w karty nie gra. osobiście mało nie zszedłem na zawał kiedy Robert musiał wyrobić sobie przewagę nad heidfeldem, a alonso wywinął kujawiaka. safety car zepsułby wszystko. ale szybko hiszpana pozbierali i stało się :D pierwszy raz Polak wygrał wyścig F1

możecie nie wierzyć ale kiedy Robert stał na pudle w czapeczce z nr 1st i zagrali Mazurka Dąbrowskiego pociekły mi łzy ze szczęścia. przy powtórce obyło się bez emocji ale twardo siedziałem do 2.30 w nocy :) aby przeżyć to raz jeszcze.
a to grupa patałachów, która również miała dostarczyć nam podobnych emocji. i nawet skusiłem się na obejrzenie meczu w centrum manufaktura na wielkim telebimie. w towarzystwie łódzkich kibiców i sympatycznej sąsiadki :P całkiem fajnie się oglądało


niestety ten facet roz...jechał sępy Benhckera niczym tygrysy w czasie II wojny naszą kawalerię.a mógł strzelać do niemieckiej bramki :P grunt, że w tym meczu wszystkie bramki strzelił Polak hyhy.




a teraz moi kochani :) podsumowanie tygodnia. jak pamiętacie tydzień temu zmieniłem licznik i dzięki niemu mam dokładne statystki kto, skąd tylko nie piszą dlaczego hyhy. no i nadchodzą z około 48 godzinnym opóźnieniem ale są :) po kliknięciu na zdjęcie powiększy się ono ( jak każde zresztą) i można oblookać z jakiego regionu i jakiej miejscowości wchodzą ludziska czytający tego bloga. :) dzięki Wam serdeczne bo wiem coby pisać, a nie jak miałem chwile zwątpienia i myślałem że skrobię sobie i może dla jakichś potomnych hyhy. jeszcze raz wielkie dzięki :D



piątek, 6 czerwca 2008

powtórka z rozrywki :)

no hej :) jakbyście się zastanawiali co to za klocki dla olbrzymka to śpieszę poinformować :) są to klocuszki z pianki popularnie zwanej gąbką i jest to towarek który z renią głównie wozimy. taki jeden klocuszek, ma wagę srednio koło 80 kg i dla porównania rozmiarów ośmieliłem się sfotografować na ich tle w swojej tendencyjnej koszulce :)

najfajniej jak chłopaki wózkami wiozą taki słupek i na zakręcie się obali :P rzadko ale się zdaża. no po załadunku i wypauzowaniu się ruszyłem w stronę trójmiasta hyhy tak tak tam gdzie stałem trzy dni czyli do Gdańska. oprócz wspomnianych we wcześniejszych postach drogowców, drugim gatunkiem który wypełzł na nasze drogi są ssaki leśne tu i ówdzie błędnie nazywane tirówkami.
czemu błędnie ?? bo z międzynarodową konwencją transportową nic wspólnego nie mają hyhy a i do tzw tirów niesłychanie rzadko zaglądają :P

kilka razy miałem okazję poobserwować zwyczaje tego niewątpliwie ekscytującego gatunku ludzkiego i wnioski jakie mi się nasunęły są jednoznaczne. powinny być raczej nazywane przedstawicielówkami albo wypasionobrykami no ewentualnie pocieszycielkami gófniarstwa bo raczej taki przedział wiekowy (21-25 lat) dominował wśród klienteli wspomnianych ssaków.



największe skupisko, występowania wspomnianego gatunku zaobserwowałem w okolicach światowej stolicy moheru i siedziby wszechobecnej rozgłośni ojca prosektora czyli w okolicy Torunia. (drugie jest koło Częstochowy) zadziwiające to a zarazem nasuwa myśli czy aby nie są dofinansowywane przez słuchaczy radia co ma ryja w nazwie hyhy


no ale my tu gadu gadu a na horyzoncie pojawił się zamek w Gniewie. znaczy sie w takiej miejscowości co się Gniew nazywa bo ja raczej w gniew nie popadam a jeśli nawet to i tak mi się nic nie pojawia oprócz znaku STOP muszę kiedyś go nawiedzić, bo z daleka prezentuje się imponująco.



no i wpadamy na obwodnicę trójmiejską. a tu jakiś magister na całej długości (jakieś 40 km ) wprowadził zakaz wprzedzania przez ciężarówki. niby miało to poprawić bezpieczeństwo i sam słyszałem jakiegoś mądrego z komendy miejskiej w gdańsku " bo jak kierowca samochodu osobowego jedzie szybko lewym pasem to mógłby nie zobaczyć wielkiej ciężarówki" no paranoja na tej drodze dozwolona prędkość to 110 km/h my jadymy 90 km/h więc chyba ten z osobowego musiałby być niewidomy albo jechać 210 km/h a efekt widoczny na zdjęciu. na prawym pasie sznurek jadący z prędkością 50-60 km/h no droga ekspresowa hyhy







koń by się uśmiał :) udanego weekendu albo jak kto woli łikenda :)



czwartek, 5 czerwca 2008

psiakość :)

w takim właśnie miejscu spędziłem nockę :P w tym samym miejscu także chłopaki mnie napełnili jakimś żelastwem. no i ruszylim w stronę domciu.


a to mostek nad A2 który występował wcześniej w tym blogu hyhy w poście- jazda nocna


no i na miejscu rozładunek górą :) grunt że wajchowy :) był kumaty i szybciutko poszło.






sorki za dzisiejszy krótki wypocony pościk ale siedzę w domu i sami rozumiecie. znaczy się wicie-rozumicie hyhy

środa, 4 czerwca 2008

dziura...:P

jest taki kawał jak to trzech gości licytuje się, którego partnertki otworek jest lepszy. i pierwszy mówi że jego dziewczyny szparka jest jak londyn. wilgotna, ciasna... itd.że jego dziewczyna ma otworek ja paryż. pachnący, zawsze chętny do zabawy.... trzeci nic nie mówi więc koledzy pytają. a twoja jaką ma ??? moja ?? mówi trzeci ma jak bydgoszcz. jak to, jak bydgoszcz ?? ano mówi ten trzeci to po prostu zwykła dziura. no i właśnie wczoraj załadowałem towarek i ruszyłem w stronę wspomnianej dziury. minąłem zamek diabła boruty (po lewej) i pomknąłem tam gdzie on mówi dobranoc :P
po drodze mogłem pomachać chłopakom na poligonie koło torunia, bo w latach kiedy ja tam biegałem nie było jeszcze drogi hyhy, ale namioty stały w tym samym miejscu hyhy.


mało tego, że wybudowali nową drogę to remontują starą 10-kę pewnie coby ociec (nie mylić z ojcem) prosektor mógł bez przeszkód swym maybachem dojechać do wiernych moherów bydgoskich.


no i dotarłem do wspomnianej już dziury. pierwszy rozładunek miałem na terenie zachemu czyli zakładach chemicznych które faszyści postawili jako obiekt militarny w czasie II wojny. stąd firmy są fajnie pochowane w krzakach, a znaleźć tu obiekt docelowy wymaga wysokiego stanu skupienia. kiedyś 1,5 godziny szukałem, a plandekę prawie zostawiłem na drzewach.




a tak się jeździ w bydgoszczy :P dwa pasy w lewo a pan woźnica z autobusu wpycha się z trzeciego. jeszcze bym zrozumiał gdyby był jakiś korek, ale za mną stały chyba tylko trzy auta. no ale na tym skrzyżowaniu to jakby norma. ze dwa razy tu trąbiłem, a raz o mały włos nie rozjechałem dziadka w daewoo tico



a tym zdjęciem otwieram dział pod tytułem " nie polecam- omijać szerokim łukiem" stacja OLKOP na ul. toruńskiej w bydgoszczy. drugi rozładunek miałem w firmie po drugiej stronie ulicy. nie było nawet jak wjechać. szybka zrzutka no i trzeba odblokować drogę, więc zajechałem na wspomnianą stację. no widzę wszędzie zakaz parkowania, więc wcisnąłem się głębiej i tam zakazów nie było. nie minęła minuta a kolo biegiem leci i drze papę " to teren prywatny nie wolno parkować". no dobra OK mówię. potrzebuję pięć minut na zorientowanie się w jakim kierunku mam jechać i muszę telefonicznie potwierdzić adres.a on na to, że za pięć minut to mogę nie wyjechać. pytam czy mnie straszy, czy co??a on, że szef ma monitoring i zaraz zadzwoni po ochronę i mnie zablokują.no i w tym momencie fajerka podskoczyła mi na garnku i mówię to zap...ychaj do tego swojego szefa i niech szybko przylatują bo mogą nie zdążyć. no i poszedł hyhy. no kurcze nawet 15 minut postałem a nie przyjechali :) gościowi powiedziałem coby ogrodzili sobie ten teren i szlabany postawili i na stację za opłatą wpuszczali. no ale dobra. zawinąłem i doturlałem się do psiakości znaczy do wiochy pod nazwą pakość. akurat zjechałem na placyk gdzie kolesiowi w scanii padł rozrusznik. pusto miał więc chcieliśmy go szarpnąć ale już sprzęgła nie mógł wdusić.ale od czego pomysłowość polaka :P dwa przewody do pompowania kół połączone rurką (dobrze że akurat miał taką rurkę :P ) i nabiliśmy mu luftu hyhy potem szarpnięcie było tylko formalnością :) oczywiście w takich sytuacjach działam gratisowo, bo nie wiadomo kiedy sam będę potrzebował pomocy, ale kolega się upierał i dostałem napoleona czterogwiazdkowego :) na pewno wypiję za jego zdrowie :) może dziś :P bo i tak kwitnę do rana. ale mam jeszcze puszkę z browaru łomża co to ją wiozę dla szefa. :) nie jest źle




wtorek, 3 czerwca 2008

megapauza :(

terkot 11-to litrowego silnika uporczywie wdziera się pod moje zamknięte jeszcze powieki. myślę sobie: która to godzina, że nic go nie swędzi i śmie zakłócać mój sen.otwieram oko. patrzę na zegarek......ożesz ty chamie zbuntowany.8.15 a ty nap...... tym silnikiem. zerwałem się z wyra, przy okazji zasłonkę z szyny:P i chciałem kolegę delikatnie pouczyć... ale wiedziony chyba szóstym zmysłem ruszył i tyle go widziałem. no nic minęła właśnie 24 godzina jak zawitałem do gościnnej Łomży.
looknięcie na telefon. nikt nie dzwonił. szlag by to trafił. 25 stopni o tej godzinie z tendencją do wzrostu. matko przecież się rozpłynę koło południa. odpalamy lapka. jest szefo na gg. no jak tam ślę zapytowywanie. do d.... wraca niczym odzew odpowiedź. extra. trzeba by się rozejrzeć za jakimś spożywczakiem bo jak przyjdzie stać trzy dni jak w gdańsku.....
około 12 nadchodzi info o załadunku 3 km od mojego obecnego przystanku. super. wpadam za fajerę i lecim. niestety chłopaki mający ładować autko szybko sprowadzają mnie do parteru. masz za mało 5 cm w "pasie". znaczy za wąski jestem.nie będzie załadunku :( telefon do szefa - czekać dalej. minęła 28 godzina pobytu w azji. po następnych 4 szef skapitulował. wracaj na pusto. o w mordę 300 km na pusto i ...... a niech to. jeszcze klima zdechła z na dworku 32 stopnie.przebijając się przez zwężki na drodze do ostrołęki patrzyłem na robotników co to niby budują te drogi jak oparci o łopaty czy rozciągnięci w maszynach typu walce czy koparki wciągali łomża brewery i szlag mnie trafia, że taki ciul łopaciany wyciąga na łapę dwa razy tyle co ja. i gdzie tu sprawiedliwość ??? jego inspekcja nie pogoni za przekroczenie czasu opierania się o stylisko.


minąłem ostrołękę i powoli zbliżałem się do pułtuska. ( swoją drogą ciekawe gdzie podziało się drugie pół naszego premiera :P )






no i tym sposobem dotarłem do wyszogrodu czyli granicy europy z azją. no i tutaj mogę zaprezentować nowy most, który powstał w miejsce drewnianego.




a tutaj wspomniana granica dzieląca dwa odmienne światy :P czyli wisła hyhy



poniedziałek, 2 czerwca 2008

sorki :)

sorki za mieszanie na stronce ale to wszystko po to "by żyło się lepiej" hyhy zmieniłem licznik więc zaczynamy od zera :) pojawiła się księga gościów coby się wpisywać hyhy parę linków do fajnych stronek no i ogólnie się rozwijamy jak rolka papieru sexualnego :P

dzika strona...życia :P

godzina 02.30 pianie koguta przerywa ciszę nocy. tak to on. mój telefon ustawiony na budzenie próbuje przywrócić mnie do stanu świadomości. zrywam się z morderczymi myślami i już biorę go w dłoń z zamiarem rzucenia nim o ścianę i..... przypominam sobie, że na ścianie o którą chciałem go roztrzaskać znajduje się szafa z drzwiami wykonanymi z luster. stanowczo za duże straty bym poczynił. chcąc nie chcąc zwlekam zwłoki usiłując sobie przypomnieć po kiego taka pobudka w środku nocy. aha trzeba do roboty iść :P szkoda że takie dni jak dzień dziecka mijają tak szybko. zakaz myślenia i możliwość pójścia spać bez kąpieli :P powinny być częściej dostępne. kawa , papieros, kibel i heja do bazy :P
dzień budzi się leniwie. słoneczko wstaje rześko ( nie tak jak ja :P ) i szykuje się kolejny upalny dzionek w tym roku. ciekawe czy sierpień w którym planuję urlop też będzie taki ładny. no nic śmigam ustawowe 9 złotych na godzinę i wkrótce docieram do granicy europy czyli do mostu w wyszogrodzie. hyhy ale nie tego co jest na fotce, bo jeśli ktoś pamięta to był najdłuższy drewniany most w europie. teraz jedzie się po nowym, a tamten to tylko wspomnienie. ale granica została.wpadamy do azji czyli do "dzikich krajów"(zgodnie z teorią, że po tamtej stronie wisły to azja) lubię tu pojeździć bo ruch samochodowy jakby trzy razy mniejszy i drogi mniej zorane przez te wstrętne osobówki hyhy :P


ale jak widać nie wszyscy mogą się zmieścić na takiej szerokiej drodze, no chyba że to nowy sposób parkowania :P

muszę chyba przepraktykować. hyhy





no i w ten oto sposób znalazłem się w mieście exportowego browaru i pysznego serka granulowanego ( podłomżyńska piątnica ). na termometrze 28 stopni w cieniu, w lodówce browarek o temperaturze 4 stopnie, a szef trzyma mnie w niepewności. zakrawa to trochę na sadyzm ale na szczęście jest mineral water. :) i kawusia.


piątek, 30 maja 2008

hurrrrrra wreszcie do domu :D

no w końcu po prawie trzech dobach w trójmieście, gdzie tkwiłem jak zaklęta królewna odezwał się utęskniony dźwięk piosenki "Jozin z Bazin" hyhy telefon zawibrował radosnego kankana i szef przekazał upragnioną wiadomość :) jedziesz ładować . dopiłem resztki kawy o mały włos nie wciągając płynu do tchawicy i niczym rasowa kozica wskoczyłem na fotel kierownika zestawu." jadziem renatka " zawołałem a ona odpowiedziała mi radosnym zgrzytnięciem bendixa w rozruszniku. żwawo ruszyliśmy w stronę światowej stolicy moheru czyli niezdobytej siedziby radia co ma ryja w nazwie podziwiając uroki jeziornych oczek kaszubskiej pozostałości po morenie.

niebawem dotarliśmy do miejscowości nowe marzy gdzie budują autostradę A1 i muszę zdementować pogłoski że nic się tu nie dzieje. co prawda nie wręcz przeciwnie ale się dzieje..... :P bardzo niewiele hyhy



po prawie trzech godzinkach dotarliśmy do torunia i zajechalim na zakład który świetność ma niestety za sobą czyli do elany.setki kilometrów rur i wszędobylskie króliki biegające po terenie to obraz świetnego niegdyś zakładu.






a tutaj widać jak wyburzające ekipy robią miejsce pod zakład produkcji spodów do obuwia made in china. koniec świata normalnie :) ale grunt że bliżej do domu hyhy

czwartek, 29 maja 2008

Danzig C.D.

no i utknąłem na dobre w tej zatoczce przy gdańskim osiedlu zaspa (hyhy utknąłem w zaspie ). totalna lipa jeśli chodzi o ładunki z gdańska dokądkolwiek. szef próbował znaleźć cokolwiek i gdziekolwiek i nic. no ja też nie pamiętam tak długiego pauzowania gdzieś w polsce.
cóż robić .... ano trzeba korzystać z okazji mega hiper weekendu więc powłóczyłem nogami nad nasze morze.


wpadłem na przybrzeżną promenadę i ruszyłem szlakiem nadmorskich barów i ogólnie pojętych knajp :P


na początek sopocka mandarynka. miła atmosfera super kawa dwa dymy i ruszam dalej.



bar karmazyn :) rybka, piffko i wszystko to co tygrysy ups...... borsuki :P lubią najbardziej. hyhy







kolejny bar o bardzo obiecującej nazwie przystań :D zupa rybacka mniam :) mogę polecić i dzwonko rekina a jak rybka to wiadomo, że musi popływać :P więc na deser zupka chmielowa hyhy....


a że towarzystwo doborowe. obok bawił się król mórz neptun, więc czas mijał szybko. tutaj widać jego królewską mość odjeżdżającego na rekinie hyhy ale nie na tym, którego zjadłem :P







no i oczywiście na wakacje sopot :P totalny koszmar, syf, massakra i....sam nie wiem co. tutaj widać popularny monciak zamieniony w jeden wielki plac budowy wię akurat tego nie polecam. omijajcie sopot z DALEKA. mam nadzieję jutro wyrwać się z trójmiasta :) w końcu weekend idzie hyhy :)





środa, 28 maja 2008

Danzig :P

no właśnie :) sprawdziłem i okazało się, że jednak mieszkam na zadupiu :) i pojechałem na drugi koniec Polski do Gdańska. oczywiście tym razem już za pieniądze szefa hyhy

po prawie sześciogodzinnym ładowaniu renaty ruszyliśmy jak zmory o północy w stronę morza. po 40 km napotkalimy pierwsze utrudnienia. jadący z przeciwka gabaryt nie mógł się zmieścić w łęczycy dzięki sygnalizatorom na wysepce pośrodku drogi. staliśmy ze 40 minut zanim przejechali, niestety składając ładunkiem sygnalizator hyhy. niestety nie był to koniec utrudnień. koło tczewa doszło do poważnego wypadku dwóch ciężarówek i osobówki gdzie zginęła jedna osoba. po trudach i znojach udało się dotrzeć do rodzinnego miasta mego czyli gdańska:)

po rozładunku skończył się czas pracy i jazdy :) więc trzeba było poszukać miejsca na pauzę.
pokimałem ze cztery godzinki ale pogoda jak drut więc żal było siedzieć w kabinie.



wziąłem więc tyłek w tzw. troki i promenadką ruszyłem w stronę morza :P oczywiście taki spacerek to pikuś w porównaniu ze spacerkami w międzygórzu hyhy.



ale widoczki niedawno zrobionego parku na terenie dawnych ogródków działkowych też są przyjemne i stawiki cieszą oko.





a oto naoczny dowód mojej bytności nad bałtykiem. jak widać pogoda druciana, tylko trochę wiało :P ale dzięki arktycznemu powietrzu widoczność była przeogromna. jakby ktoś pytał to molo to nie znane sopockie tylko trochę mniejsze w gdańsku-brzeźnie.



nie ufajcie reklamom, że niby całując żabę zmieni się w laskę :P mnie wyszło na odwrót hyhy :P







nie zniechęciło mnie to jednak i powłóczyłem nogami w kierunku sopotu...... no i czekam na dyspozycję co dalej robimy :)