jest taki kawał jak to trzech gości licytuje się, którego partnertki otworek jest lepszy. i pierwszy mówi że jego dziewczyny szparka jest jak londyn. wilgotna, ciasna... itd.

że jego dziewczyna ma otworek ja paryż. pachnący, zawsze chętny do zabawy.... trzeci nic nie mówi więc koledzy pytają. a twoja jaką ma ??? moja ?? mówi trzeci ma jak bydgoszcz. jak to, jak bydgoszcz ?? ano mówi ten trzeci to po prostu zwykła dziura. no i właśnie wczoraj załadowałem towarek i ruszyłem w stronę wspomnianej dziury. minąłem zamek diabła boruty (po lewej) i pomknąłem tam gdzie on mówi dobranoc :P

po drodze mogłem pomachać chłopakom na poligonie koło torunia, bo w latach kiedy ja tam biegałem nie było jeszcze drogi hyhy, ale namioty stały w tym samym miejscu hyhy.

mało tego, że wybudowali nową drogę to remontują starą 10-kę pewnie coby ociec (nie mylić z ojcem) prosektor mógł bez przeszkód swym maybachem dojechać do wiernych moherów bydgoskich.

no i dotarłem do wspomnianej już dziury. pierwszy rozładunek miałem na terenie zachemu czyli zakładach chemicznych które faszyści postawili jako obiekt militarny w czasie II wojny. stąd firmy są fajnie pochowane w krzakach, a znaleźć tu obiekt docelowy wymaga wysokiego stanu skupienia. kiedyś 1,5 godziny szukałem, a plandekę prawie zostawiłem na drzewach.

a tak się jeździ w bydgoszczy :P dwa pasy w lewo a pan woźnica z autobusu wpycha się z trzeciego. jeszcze bym zrozumiał gdyby był jakiś korek, ale za mną stały chyba tylko trzy auta. no ale na tym skrzyżowaniu to jakby norma. ze dwa razy tu trąbiłem, a raz o mały włos nie rozjechałem dziadka w daewoo tico

a tym zdjęciem otwieram dział pod tytułem " nie polecam- omijać szerokim łukiem" stacja OLKOP na ul. toruńskiej w bydgoszczy. drugi rozładunek miałem w firmie po drugiej stronie ulicy. nie było nawet jak wjechać. szybka zrzutka no i trzeba odblokować drogę, więc zajechałem na wspomnianą stację. no widzę wszędzie zakaz parkowania, więc wcisnąłem się głębiej i tam zakazów nie było. nie minęła minuta a kolo biegiem leci i drze papę " to teren prywatny nie wolno parkować". no dobra OK mówię. potrzebuję pięć minut na zorientowanie się w jakim kierunku mam jechać i muszę telefonicznie potwierdzić adres.a on na to, że za pięć minut to mogę nie wyjechać. pytam czy mnie straszy, czy co??a on, że szef ma monitoring i zaraz zadzwoni po ochronę i mnie zablokują.no i w tym momencie fajerka podskoczyła mi na garnku i mówię to zap...ychaj do tego swojego szefa i niech szybko przylatują bo mogą nie zdążyć. no i poszedł hyhy. no kurcze nawet 15 minut postałem a nie przyjechali :) gościowi powiedziałem coby ogrodzili sobie ten teren i szlabany postawili i na stację za opłatą wpuszczali. no ale dobra. zawinąłem i doturlałem się do psiakości znaczy do wiochy pod nazwą pakość. akurat zjechałem na placyk gdzie kolesiowi w scanii padł rozrusznik. pusto miał więc chcieliśmy go szarpnąć ale już sprzęgła nie mógł wdusić.ale od czego pomysłowość polaka :P dwa przewody do pompowania kół połączone rurką (dobrze że akurat miał taką rurkę :P ) i nabiliśmy mu luftu hyhy potem szarpnięcie było tylko formalnością :) oczywiście w takich sytuacjach działam gratisowo, bo nie wiadomo kiedy sam będę potrzebował pomocy, ale kolega się upierał i dostałem napoleona czterogwiazdkowego :) na pewno wypiję za jego zdrowie :) może dziś :P bo i tak kwitnę do rana. ale mam jeszcze puszkę z browaru łomża co to ją wiozę dla szefa. :) nie jest źle