sobota, 2 sierpnia 2014

browar na asfalcie

okres wakacyjnej laby. czas mija leniwie. pauzy kręcą się posród chabrów i na szczęscie niewiele się dzieje

na szczęscie bo niestety w innych firmach mniej szczęscia mają

na ten przykład w toruniu kolega ciut za szybko w rondku się poruszał i przewożony browarek mu się też poruszył, a jak już się ruszył to sobie wyszedł a własciwie wyleciał sobie na wspomniane rondko.

dobrze, że szybko znalazły się ekipy chętne pozlizywać zupkę chmielową z nawierzchni.

i na koniec fotka auta z zaprzyjaźnionej firmy w brodnicy. kolega przemielił mercedesa który wyskoczył na czołówkę. na szczęscie kolega tylko się poobijał, a auto odkupi ubezpieczyciel mercedesa. niestety kierująca mercedesem nie przeżyła nieobecnosci na lekcjach  fizyki, gdzie mówiono o masach,  energii kinetycznej i tych innych, według niektórych pierdołach.
a ja tymczasem urlopuję......

wtorek, 22 lipca 2014

cieknący problem.

pęknięta chłodnica, najprawdopodobniej od przegrzania na górskich odcinkach, była powodem mojej wizyty piątkowo-poniedziałkowej w zakładowym serwisie. przy okazji małe dmuchanko intercoolera i chłodniczki klimatyzacyjnej pozwoliło przywrócić im pełną sprawnosć cieplną.chlodnica zaklejona oleje i filtry wymienione więc na jakis czas spokój.

przy okazji chłopaki wymienili amortyzatory w przyczepie bo po 500 tys. kilometrów skakała w koleinach niczym celnik po naczepie.

a ja w międzyczasie przyprowadziłem taki oto pojazd do przetestowania w naszej firmie. może prezesostwo się skusi na zakup, bo przyznam że w tej paskudnej budzie potencjał jest duży.

tym bardziej że sam pan prezes testował brykę na okolicznych dróżkach. oczywiscie nie gadał przez telefon tylko go ucho zaswędziało..... :D

a tę oto unikalną płytkę dostałem od radia eskarock za wrzutkę antenową na temat prezesa własnie. poszło w poniedziałek, bo akurat kwitłem w warszawie, a w czwartek płytka była w skrzynce. dzięki Kondziu i Idalio :)

środa, 16 lipca 2014

mam firmę a jakże...

"mam firmę a jakże, a jak dojedzie dostawa mam w nosie także"

tak właśnie powinien brzmieć tytuł tego posta. na fotkach zabierzów koło krakowa. ja rozumiem i popieram pęd ludzki aby przechodzić na swoje, ale organizowanie firm w stodołach czy w miejscach gdzie ciężko wymanewrować, aby dojechać z dostawą powinno być pod jakąś kontrolą. może na fotkach tego nie widać ale zakręt skończył się prawie na tych słupkach betonowych wkopanych aby czasem nie wjechać kolesiowi na jego pole. kiedyś się wnerwię i jak będzie taki dojazd odmówię podjechania i będą dygać na plecach.

a tutaj beemka po spotkaniu z barierką na a4. ja nie qmam. droga szeroka a ludzie się zmieścić nie mogą.

i kolejny punkt gdzie nieporozumieniem jest dostawa towaru za pomocą klasycznego zestawu 4 m wysokości. mieroszów i na jedynej drodze dojazdowej wiadukcik po nieczynnej już wąskotorówce. dobrze że na styk przechodzi bo inaczej trzeba by było od czechów zajechać a tam 7,5 tony. a od naszej 4,10 już by chyba nie przeszło. no chyba że na opuszczonych poduszkach

dobrze że chociaż widoki rekompensują niewygody

środa, 9 lipca 2014

taniocha=tandeta czyli wiocha

ostatnio nieczęsto ładuję w coca-coli i może dobrze bo ostatnio mogłem doświadczyć jaką lipę tam odwalają. jak widać na fotce wioząc monstera trochę palety się położyły i jak się dowiedziałem w miejscu docelowym nie do końca wina leży po stronie kierownika zestawu. otóż u producenta żeby pozbyć się zgrzewek z walniętymi puszkami upychają takowe w dolnych warstwach palety. właśnie na fotce widać pusta puszka a wycieku na podłodze niet....

jak dodamy do tego oszczędne stretchowanie max dwie warstwy to nie ma się co dziwić że palety mają tendencję do legnięcia.

jak widać poniżej górne warstwy rozjeżdżają się a w końcu większość drogi przebyły po nawierzchni dobrej, ( z bardzo dobrą bym nie przeginał ) tak więc koleżeństwo kierownicze uczulam na colawkę w niepołomicach. sprawdzajcie co wam ładują.

w minionym tygodniu miałem okazję pozwiedzać montownię autobusów volvo we wrocku

składają tam zarówno opcje miejskie jak i dalekobieżne.

ale wyglądem jakoś mnie nie zachwyciły. dużo ładniej prezentują się analogiczne wyroby marki scania czy solaris
 a dzisiaj miałem okazję przewozić dość ciekawy ładunek. szpulki z kablami o trzymetrowej średnicy. jak widać aby to zapakować trzeba było unieść ramę dachu.(dobrze że mam podnoszony) a po załadunku poszycia nie dało się zaciągnąć bo brakło jakieś 3-5 cm

kiedyś miałem okazję ciut mniejsze szpulki wieźć z antwerpii do gdańska tyle że tamte były ładowane z rampy, poprzecznie do kierunku jazdy. no i pojedyńczo ważyły trochę mniej.

tutaj dwie szpulki miały około 10 ton. w dość ciekawy sposób nastąpił dzisiaj rozładunek.na miejscu stwierdzili że dźwig jest niedostępny i po otwarciu tylnych drzwi chłopaki stoczyli je na glebę wykorzystując amortyzację w postaci dwóch opon od ciężarówki.... tak po prostu... 5 ton podskakujące na placu to widok bezcenny a rozładunek tanim kosztem. szkoda że nie załapałem coby to sfilmować. może następnym razem hyhy.

wtorek, 1 lipca 2014

jadziem dalej....

obiecałem wyniki no i w końcu trzeba obietnicy dotrzymać. niestety nie są oszałamiające, bo na 60 driverów udało mi się uplasować na 21 miejscu. szczerze mówiąc liczyłem na dziesiątkę ale brakło prędkości średniej. wyprzedziło mnie kilku kierowców z większym spalaniem dochodzącym nawet do 30 litrów/100km ale mających średnią prędkość ok. 65-67 km/h. ponieważ głównie te dwa czynniki były brane pod uwagę (trzecim była ilość naciśnięć pedału hamulca) wyliczona tzw delta spowodowała że wylądowałem na tak dalekiej pozycji. ale nic to teraz wiem co trzeba poprawić i za rok będę mógł poprawić wynik.

a tymczasem snuję się jak dawniej po naszej polsce kochanej i z nowych miejsc mogę zaprezentować nową przeprawę mostową w toruniu. (kto ogląda serial "lekarze" ten zna) a poniżej dojazd w miejscowości Kwidzyn do nowego parku buisnessowego. kolejna fabryka biuralistów i biurokratów a robić nie ma komu.
w tymże Kwidzynie przed sklepem spożywczym zamontowali takie oto barierki które na pierwszy rzut oka przypominają westernowe punkty parkowania koni. w sumie mazury tuż tuż więc kto wie. może klient na koniu to zjawisko powszechne :)

a tutaj już świt na naddrwęckich łąkach gdzie BRODNICKIE (caps na prośbę M.W. BRODNICZANKI z urodzenia :)  ) pająki zarzucają sieć

i gdzie opar opada wprost do wód wspomnianej drwęcy.

i dość często ostatnio odwiedzane zakłady chemiczne w oświęcimiu.trochę przypominają toruńską elanę lecz tamta chyba została już zaorana. podobno mieli ją chińczycy zakupić i zrobić fabrykę tenisówek.ale kto wie...

i zameczek w lublinie. dawno nie byłem w tamtych rejonach i muszę przyznać,że rozbudowa tamtejszych dróg znacznie poszła do przodu, co cieszy myślę nie tylko mnie.

może będzie mniej takich obrazków jak wczoraj pod sieradzem gdzie kolega się wysypał na prostej , jak widać drodze i w godzinach popołudniowych. zaśnięcie raczej mało prawdopodobne, a biorąc pod uwagę coraz agresywniejszą jazdę kierowców z osobówek, przyczyną mogło być zajechanie. mnie też ostatnio po wyprzedzaniu coraz bliżej pod maskę się wciskają. tyle że ja nie zjeżdżam na pobocza.

piątek, 6 czerwca 2014

jeszcze o serii T

jak wiecie z poprzedniego postu miałem okazję przejechać się nowym renault serii T. przyznam szczerze, że jeśli chodzi o wrażenia wizualne, mimo pierwszej niechęci, teraz autko nieco się "opatrzyło" i już nie wzbudza aż tak negatywnych odczuć. podobnie jak było z osobowym twingo czy ciężarowym magnum, oryginalność renówki wpisała się w obraz dróg. myślę, że podobnie będzie z tym modelem.
wewnątrz kabina nie wzbudza najmniejszych zastrzeżeń i pomimo iż była to opcja mniejsza (następca premiumki) miejsca jest bardzo dużo i "buda" jest naprawdę przestronna
jeśli chodzi o stronę techniczną to garść szczegółów jakie udało mi się w czasie jazdy "wyciągnąć" od obserwatora mojej jazdy, jest naprawdę obiecująca. 

i tak z nowości: największy w tej chwili wyświetlacz z dużą ilością przydatnych informacji (m.in. tachografowych) tempomat z trzema stopniami elastyczności przydatnymi przy różnym ukształtowaniu terenu. podobnie asystent hamowania również z trzema stopniami czułości (jedna , dwie lub trzy długości pojazdu) oraz asystent zmiany pasa. ktoś może powiedzieć że i bez tego można jeździć, skoro osobówki mogą mieć to czemu nie my ?? poza tym kiedyś jeździło się bez wspomagania na kierownicy a wątpię coby ktoś zatęsknił za starem 29 np :) przydałyby się jeszcze czujniki cofania. może parę ramp by ocalało, ale to już chyba uwaga do producentów naczep.

dość ciekawie został rozwiązany hamulec postojowy tzw. "ręczny" to taki duży prostokąt w środkowej części prawego panela na górze. przy ruszaniu wciska się go, ale odpuszcza dopiero przy lekkim dodaniu gazu. przy zatrzymaniu się wystarczy wyłączyć stacyjkę, a autko samo wyrzuca na luz i zaciąga ręczny. sam kilkanaście  razy w swoim, sprawdzałem czy aby nie zostawiam bez zaciągniętego ręcznego :)

i na koniec też nowinka dotycząca jazdy z górki. na tzw "wybiegu" czyli jazdy z niedużych wzniesień działa mechanizm odłączania napędu czyli tzw "wolne koło" zestaw się toczy pod wpływem nadanego pędu a silnik pyka sobie na wolnych obrotach. podobnież po obliczeniach jest to ekonomiczniejsze rozwiązanie, gdyż mimo tego że spalanie oscyluje w okolicy 1,5-2 litry na setkę nie ma efektu hamowania silnikiem i toczenie odbywa się bez dodatkowych oporów. jedynie tarcie łożysk i opór opon. no i powietrza :) 
 podsumowując :) poproszę takie autko :D


środa, 4 czerwca 2014

optifull ride of massacra trucker's porażkas

tydzień ładnie się zaczął. kursik do mojej ukochanej bystrzycy koło kłodzka. 350 km w 4h 27 min. z łodzi dzięki nowo wybudowanej s8. a co to będzie jak dociągną tę drogę do "jedynki" ???

oczywiście super widoki i nawet pogoda dopisała, co uradowało moje serce

poniżej panorama bystrzycy w całej okazałości.

na bramkach koło wrocławia mobilizacja krokodyli, a w tle oblegane przez nich samochody. 

a dzisiaj miałem okazję wziąć udział w obecnej edycji konkursu optifuel chalenge 2014 do której zostałem zgłoszony przez szefa.

jeździłem tym egzemplarzem najbrzydszego auta roku. na plecach 24 tony a przede mną zadanie przejechnie 50 km z jak największą prędkością i z jak najmniejszym spalaniem. 

tak wygląda nowe stanowisko kierownicze.

i pulpit środkowy

a tutaj wynik końcowy. 26,6 litra/ 100km przy średniej 59 km/h
w sobotę wyniki o których poinformuję, a na razie jestem z nich zadowolony...

wtorek, 27 maja 2014

aaaaaaaa kuku....

taaak jest. właśnie trochę się żem obudził ze snu zimowego i postanowiłem coś naklikać. nie to cobym poczuł przypływ weny twórczej, ale czasem czlowiek musi inaczej się udusi jak to mister stuhr śpiewał. trochę się podziało od ostaniego posta, a głównie za sprawą renaty jako że to kobieta więc walnęła kilka fochów. jakoś luty-marzec konkurencja postanowiła nam podciąć skrzydła i najpierw koledze z firmy poluzowano koła , a po jakichś dwóch tygodniach mnie.na szczęście zakończyło się szczęśliwie bo nikomu z nas nic się nie stało. u mnie ścięło dwie szpilki i popierddzieliło pozostałe 8 ale udało mi się dojechać do bazy gdzie renatę przejęli nasi mechanicy a ja przesiadłem się na tydzień na widoczną królową szos :)


oooooczywiście nie może zabraknąć górskiego widoku....

a tutaj widoczek z gtc w gdyni i właśnie w czasie powrotu w stronę domu padł alternator. po powrocie wymontowalimy go i oddaliśmy do elektryka. po naprawie zamontowaliśmy i kupa. drugi raz demontaż naprawa montaż ...... no działa. pojechałem na załadunek a tu powietrze zapiernicza. środek nocy nic nie widać, mówię wracam na bazę, niech rano założą złączkę i się pojedzie.rano podnoszę kabinę a z alternatora wychodzi pięć gołych przewodów, a wiązka przepalona tyle ile było widać.przeładowaliśmy towarek na daf'a xf i na prawie miesiąc rozstaliśmy się z renią.w tym czasie pan elektryk rozcinał zgrzane przewody i usiłował naprawić efekt swojej pracy. niestety nie udało mu się tego dokonać i w ten oto sposób renata trafiła na serwis. tam wymienili całe wiązki i po założeniu nowego alternatora od ostatniego poniedziałku znowu szalejemy.

a tu ciekawostka.dwutonowa kostka mix puszek po piwie

tutaj wspomniany dafik xf którym miesiąc pomykałem.

i kolejny widoczek górski z masywem śnieżnika w tle i rzepakiem na pierwszym planie

i mały kamieniołom w okolicy bystrzycy kłodzkiej



dostawa maszyn do wrocławia...

a tak wygląda szkolenie ppoż w brodnicy. pośrodku pali się pianka w beczce, a pracownicy wylegli na plac, popalili głupa przez 15 min. i rozeszli się na przerwę. 

rzadko coś usuwam z bloga, ale ponieważ osoba o której pisałem w tym miejscu okazała się .... aż szkoda pisać, więc dlatego ją usuwam, z bloga, wspomnień i pamięci.....telefonu

i firmowe spotkanie w chodzieży. rzadkość żeby w tak silnej grupie mieć to samo miejsce docelowe, ale nam się udało.